Tomasz Raczek


Tomasz Raczek

Krytyk filmowy i publicysta (ur. 1957), właściciel Instytutu Wydawniczego Latarnik, redaktor naczelny (Film, Playboy, Voyage), dyrektor kanałów telewizyjnych (nFilm HD, TVP2), gospodarz programów tv (poczynając od „Ze sztuką na ty“ w 1986 – TVP2, 
przez „Perły z lamusa” z Zygmuntem Kałużyńskim – TVP2, „Siódme niebo” – Canal+, „Perły i wieprze” – nFilmHD po „Weekendowy magazyn filmowy“ – aktualnie w TVP1 
i "Kultowe rozmowy" - aktualnie w TVP Regionalna) i radiowych (PR2, TOK FM – „TOK o’clock“, obecnie – „Szczerotok”, RMF FM, Radio Klasyka – „Klasycznym raczkiem“).

Stworzył słynny duet z Zygmuntem Kałużyńskim znany z zażartych sporów o filmy prowadzonych zarówno w telewizji, jak i drukowanych w prasie i książkach.

Laureat „Wiktora“ oraz nagród za osiągnięcia w dziedzinie krytyki artystycznej
(m.in. Nagrody im. Stanisława Wyspiańskiego).

Jego najnowsza książka "KINOPASSANA" dowodzi, że oglądanie filmów jest ważnym elementem w procesie poznawania siebie, a także pracy nad sobą. 



Wiadomości

Zdradziecka Osiecka

Zdradziecka Osiecka

W książkowej biografii Agnieszki Osieckiej pt. "Zdradziecka Osiecka", Piotr Derlatka dowodzi, że zdradzanie to był jej sposób na odradzanie. 

Agnieszka Osiecka – poetka piosenki, pisarka, reżyserka, a nawet recenzentka filmowa. Miała tyle talentów, że można było nimi obdzielić tuzin innych osób, a każda z nich miałaby zapewnione liczne nagrody i piękne życie. Z łatwością rozkochiwała w sobie zarówno tych mężczyzn, którzy stali się ikonami swego czasu – Marka Hłaskę, Jerzego Giedroycia, Jeremiego Przyborę, Daniela Passenta – jak i tych, którzy tylko pretendowali do tych tytułów. Była dla nich wszystkich jak jej piosenki – zdradziecko przystępna i niespodziewanie gorzka zarazem; ulotna, chwilowa, rozpływająca się wraz z ostatnim wersem refrenu. Ale nie do zapomnienia. 

Na czym polegała zdradziecka magia Osieckiej? Po pierwsze na pozornej łatwości, z jaką odbierało się jej piosenki. Wydawało się, że są proste i łatwe, a ich autorka jest podobnie nieskomplikowaną dziewczyną Błąd! Podwójny błąd! Twórczość Osieckiej można bowiem odbierać na kilku poziomach, i zawsze mieć satysfakcję. I wtedy, gdy zapamiętuje się tylko szlagworty, i wtedy gdy orientujemy się, że to w gruncie rzeczy bardzo osobiste wiersze. Podobnie było z nią samą. Pozornie niefrasobliwa, błyskotliwa, królowa życia, w rzeczywistości goniła przez całe życie za czymś idealnym, młodzieńczo wypełnionym urokiem i inspiracjami. Nieosiągalnym. Gdy tylko przekonywała się, że nie znajduje nasycenia, zdradzała swoją poprzednią nadzieję i szukała następnej. Ciągle znikała, rozmazywała się w życiorysach ludzi, którzy się z nią wiązali. Zostawiała po sobie wspomnienia, poezję i iskry żalu. Oraz rosnącą legendę. 

Opowiadając jej życie w książce "Zdradziecka Osiecka", Piotr Derlatka przypomniał historię przemilczanej dotąd relacji poetki z twórcą paryskiej "Kultury", Jerzy Giedroyciem:

"We wrześniu 1957 roku Osiecka wyjechała wraz z przyjaciółmi z STS-u do Francji. Na winobranie, ale pod datą 20 września zapisała: „Cmentarze” dla Giedroycia. Tego dnia dotarła do Instytutu Literackiego i poznała redaktora naczelnego paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia, któremu przekazała obszerne fragmenty utworu Hłaski „Cmentarze”. Przewiozła je przez granicę nielegalnie, znając zapewne ewentualne konsekwencje tego czynu (potem przez siedem lat nie dostała paszportu). Hłasko pisał do Giedroycia: „Pani Osiecka, z której uprzejmości korzystam, będzie mogła szanownemu Panu opowiedzieć dużo ciekawych rzeczy, na które w liście z tysiąca niezrozumiałych względów nie mam miejsca”[1]. Sugerował w ten sposób, że Agnieszka jest zaufaną osobą, która może przekazać informacje nienadające się do listu oficjalnego, z pewnością starannie czytanego przez cenzurę. Giedroyc wydał ów utwór wiosną następnego roku wraz z innym opowiadaniem Hłaski – „Następny do raju”. Przyznał również Markowi Hłasce nagrodę literacką „Kultury” dla pisarza krajowego. Było to dla Hłaski wielkie wyróżnienie, ale i początek jego końca.

Bo zanim Giedroyc wydał jego utwory, Hłasko opuścił kraj – 21 lutego 1958 roku za pożyczone pieniądze wyjechał do Paryża. Z listów Hłaski wynika, że Osiecka miała do niego dołączyć: „Czekamy wszyscy na Twój przyjazd i bardzo się niepokoimy. Jesteś stałym tematem rozmów i wszyscy mnie zadręczają, abym opowiadał na Twój temat; ale udało mi się ich zrazić opowieścią na temat Twojej nieposkromionej zmysłowości – teraz już mnie nie dręczą”[2]. Hłasko nie wiedział, że Osiecka nawiązała z Giedroyciem relację, która przekroczyła ramy wzajemnej fascynacji intelektualnej. Pisze o tym, choć nie ujawniając nazwiska poetki, Magdalena Grochowska, dziennikarka, autorka książki „Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu”, która spędziła wiele czasu w paryskiej „Kulturze”, zbierając materiały do swej monumentalnej pracy. Z innej książki tej autorki, „Ćwiczenia z niemożliwego”, dowiadujemy się, że pod koniec lat pięćdziesiątych w życiu Giedroycia pojawiła się piękna kobieta, dla której redaktor stracił głowę:

„Nazywa ją pięknie: imieniem duszka z białoruskich bagien, tańczącego ognika, który ukazuje się w postaci jasnowłosej dziewczyny i wciąga nieostrożnych w topiele”[3].

A jednak można się domyślić, że kobietą, dla której Jerzy Giedroyc chciał porzucić swoje ustabilizowane życie, była Agnieszka Osiecka. Poetka w 1958 roku, w czasie kiedy pozostawała w związku z Markiem Hłaską, prowadziła zapiski zatytułowane „Dziennik Kikimora”. Kikimora – tak nazywał ją Jerzy Giedroyc. Kikimora – duszek, który w mitologii słowiańskiej przybierał postać młodej dziewczyny, czasami niewidzialnej. Czasem wrogiej wobec mężczyzn. Dla Giedroycia Agnieszka stała się więc Kikimorą, kobietą, która zmąciła jego wewnętrzny spokój. W dzienniku Osiecka cytuje jego list: „Tego niepokoju nie umiem, nie chcę definiować. Gdybym miał 20 (co najmniej) lat mniej, ten niepokój przyjąłbym jako zapowiedź nie wiem czego, w każdym razie jakiegoś przełomu. Tak widzę w tym tylko klęskę”[4]. Giedroyc sam był zdumiony, że stracił głowę dla 22-letniej kobiety! W dodatku związanej z pisarzem, którego właśnie przyjął pod swój dach, którego nagradzał i promował! „Dziewczynie ze snu”, swojej Kikimorze, wysyłał pisane nocą listy, słał telegramy i kwiaty, telefonował. "Dzwonek. W drzwiach jakiś bałwan z olbrzymim pakunkiem. Okazuje się – kosz azalii od Jerzego. […] W pierwszej chwili wcale ich nie widzę, czytam tylko krótki wymiętoszony świstek imieninowy z podpisem Jerzego i zaczynam buczeć. Łzy jak groch sypią mi się po mordzie, wstydzę się i cieszę" – pisała Osiecka[5]. Trudno powiedzieć, co naprawdę czuła. Jej listy do Jerzego Giedroycia na razie nie zostaną opublikowane.

„On wszystko dotychczasowe przekreśla, lepi z nią babki z piasku w ciepłych krajach. […] Zburzyła jego spokój. Był w stanie obumierania, które zaakceptował. Narzucał sobie żelazną dyscyplinę; zmieniała go w kawałek drewna, lecz zapewniała integralność. Teraz pogrąża się w melancholii. Staje się sentymentalny. […] Odczuwa głód życia osobistego i wie jednocześnie, że jest za późno. Chciałby się położyć na podłodze i umrzeć. I – musi to wyznać – jest tchórzem. Chodzi nocą po miasteczku w nadziei, że ona wynurzy się z mgły. Nie lubi jej telefonów, gdy za plecami czuje mieszkańców domu; pragnie obcować z nią sam. […] Na koncercie Edith Piaf pilnuje, by nikt nie zajął sąsiedniego miejsca, bo wyobraża sobie, że ona siedzi obok niego. […] Stało się to, czego się obawiał. Jest mu niezbędna. Tylko ona potrafi pogodzić go z życiem, zasłonić. Pragnie patrzeć na jej profil, który zawsze wydaje mu się czysty. Słuchać jej głosu. Dotknąć ręki”[6] – pisała Magdalena Grochowska.

Piotr Derlatka, młody badacz, który podążył śladami Agnieszki Osieckiej , nie uwierzył, że piosenki to tylko rymowane słowa, ułożone do melodii, aby łatwiej wpadała w ucho. Potraktował je poważniej i zobaczył w nich zapis najintymniejszych zwierzeń poetki. Połączył biografię z jej twórczością i bez ogródek opowiedział nam o jej życiowych rolach. O wszystkim, co było dla niej ważne, choć nie od razu to sobie uświadomiła.  

Ta książka chłodzi i grzeje, wzrusza i obrusza, przypomina to, co znane i odkrywa to, co ukryte. Że chwyta za gardło? Że Osiecka z kart książki mało się uśmiecha? Bo to nie jest laurka! To jest twoje życie, Agnieszko, tym razem napisane prozą. 

Piotr Derlatka - "Zdradziecka Osiecka". Instytut Wydawniczy Latarnik 2015. http://latarnik.com.pl

[1] M. Hłasko, Listy, wybrał, opracował i wstępem opatrzył A. Czyżewski, Warszawa 2014, s. 129. 

[2] Tamże, s. 137.

[3] M. Grochowska, Ćwiczenia z niemożliwego, Warszawa 2012, s. 77.

[4] Cyt za: A. Osiecka, Dziennik Kikimora.

[5] Tamże.

[6] M. Grochowska, dz. cyt., s. 77-78. 

Czytaj także


Sklep

Blog


Tomasz Raczek w serwisach społecznościowych

Zamknij