Tomasz Raczek


Tomasz Raczek

Krytyk filmowy i publicysta (ur. 1957), właściciel Instytutu Wydawniczego Latarnik, redaktor naczelny (Film, Playboy, Voyage), dyrektor kanałów telewizyjnych (nFilm HD, TVP2), gospodarz programów tv (poczynając od „Ze sztuką na ty“ w 1986 – TVP2, 
przez „Perły z lamusa” z Zygmuntem Kałużyńskim – TVP2, „Siódme niebo” – Canal+, „Perły i wieprze” – nFilmHD po „Weekendowy magazyn filmowy“ – aktualnie w TVP1 
i "Kultowe rozmowy" - aktualnie w TVP Regionalna) i radiowych (PR2, TOK FM – „TOK o’clock“, obecnie – „Szczerotok”, RMF FM, Radio Klasyka – „Klasycznym raczkiem“).

Stworzył słynny duet z Zygmuntem Kałużyńskim znany z zażartych sporów o filmy prowadzonych zarówno w telewizji, jak i drukowanych w prasie i książkach.

Laureat „Wiktora“ oraz nagród za osiągnięcia w dziedzinie krytyki artystycznej
(m.in. Nagrody im. Stanisława Wyspiańskiego).

Jego najnowsza książka "KINOPASSANA" dowodzi, że oglądanie filmów jest ważnym elementem w procesie poznawania siebie, a także pracy nad sobą. 



Blog

Kręte ścieżki w kinie...

Kręte ścieżki w kinie...

czwartek, 19 lipca 2007, 14:42

Zauważyłem nowe zjawisko: młodzież kolonijna przyprowadzana przez opiekunów do kinowych multipleksów migruje w czasie seansów z sali do sali. Początkowo grzecznie ogląda to, o co chodziło wychowawcom potem zaś zaczyna przemieszczać się pod pozorem wyjścia do toalety. Natychmiast po wyjściu na korytarz błyskają wyświetlacze telefonów komórkowych uciekinierów, którzy za pomocą sms–ów (dochodzą nawet tam, gdzie brakuje zasięgu dla normalnej rozmowy) ustalają gdzie znajduje się punkt zborny. Zwykle jest nim sala kinowa, w której grany jest jakiś ambitny, stosunkowo mało popularny film. Tam właśnie natykam się zwykle na emigrantów! Wchodzą nagle w środku filmu, sznurkiem, idą śmiało do tylnych rzędów cały czas głośno rozmawiając i wysyłając sms-y wzywające kolegów pozostających jeszcze pod nadzorem opiekunów. Potem dzielą się na grupki, czasem pary. W parach robią to, co się zwykle robi, gdy ludzie wybierają się do kina, a nie na film. W sali z ambitnym filmem słychać wtedy głośne cmokanie. A potem dostają sms-a od tych, którzy zostali na czatach na tym właściwym filmie, że właśnie lecą napisy i… nagle wychodzą.

I niech mi teraz ktoś powie, że multipleksy nie są spoko albo cool! Oczywiście, że są! A to że ułatwiają odrobinę oszustwa w kontakcie ze sztuką? No to co, przecież film to jedno wielkie udawanie: od scenariusza i dekoracji aż po osobowości gwiazd, w których prawie wszystko zostało zmyślone i opracowane ku większemu zaciekawieniu widzów.

Nawet nazwiska gwiazd. Taka na przykład Marilyn Monroe nazywała się przecież naprawdę – Norma Jean Mortenson. Albo gwiazda komedii lat 60., Doris Day, która w dowodzie miała wpisane prawdziwe arystokratyczne nazwisko Doris von Kappelhoff…

Jennifer Aniston ukrywa przed nami, że jest z pochodzenia Greczynką i nazywa się - Jennifer Anistonopoulos. Tylko Madonna wcale nie szachruje: ona naprawdę nosi imię Madonna, nadane jej na chrzcie razem z drugim i trzecim imieniem – Louise Veronica Ciccone.

Gdy kiedyś oburzałem się, że tyle w filmach oszustwa i zmyślenia, że czyni to opowiadane historie nieprawdopodobnymi, wielki Zygmunt Kałużyński śmiał się ze mnie: przecież to kino a nie życie, niby dlaczego nie miałoby tu być ciekawiej niż w rzeczywistości?!

Miał rację. Bakcyla filmowej fikcji można złapać w każdym momencie życia i zawsze warto wtedy uciec w świat iluzji, dać sobie spokój ze srogimi minami i realizowaniem wcześniej wytyczonych planów. Niech poniesie nas wyobraźnia – może doprowadzi nas do naszej własnej bajki? Tak było przecież w przypadku wielu interesujących osób, które dały się uwieść kinu i stały się potem jego gwiazdami. Kto wie jak wyglądałoby życie Jacka Lemmona („Pół żartem pół serio”), pianisty w muzycznym pubie, gdyby nie naoglądał się filmów? A Jacka Nicholsona? Może nadal sortowałby listy w fanklubie „Toma i Jerry’ego”… A Sylvestra Stallone? Pracowałby nadal w salonie kosmetycznym? Ejże! J A Elvisa Presleya? Pozostałby kierowcą ciężarówki? A Ronalda Reagana? Tu odpowiedź byłaby trudniejsza: przecież zanim został aktorem a potem prezydentem USA, był po prostu ochroniarzem…

Chyba rację miał Kałużyński: w kinie dobrze jest zapomnieć o codziennym życiu i pofolgować swoim marzeniom – przymierzyć się do różnych historii, sprawdzić różne scenariusze. Kto wie, może pisane nam jest coś więcej niż się spodziewaliśmy?

http://tomasz-raczek.bloog.pl/id,2160973,title,Krete-sciezki-w-kinie,index.html

Czytaj także


Sklep


Tomasz Raczek w serwisach społecznościowych

Zamknij