Tomasz Raczek


Tomasz Raczek

Krytyk filmowy i publicysta (ur. 1957), właściciel Instytutu Wydawniczego Latarnik, redaktor naczelny (Film, Playboy, Voyage), dyrektor kanałów telewizyjnych (nFilm HD, TVP2), gospodarz programów tv (poczynając od „Ze sztuką na ty“ w 1986 – TVP2, 
przez „Perły z lamusa” z Zygmuntem Kałużyńskim – TVP2, „Siódme niebo” – Canal+, „Perły i wieprze” – nFilmHD po „Weekendowy magazyn filmowy“ – aktualnie w TVP1 
i "Kultowe rozmowy" - aktualnie w TVP Regionalna) i radiowych (PR2, TOK FM – „TOK o’clock“, obecnie – „Szczerotok”, RMF FM, Radio Klasyka – „Klasycznym raczkiem“).

Stworzył słynny duet z Zygmuntem Kałużyńskim znany z zażartych sporów o filmy prowadzonych zarówno w telewizji, jak i drukowanych w prasie i książkach.

Laureat „Wiktora“ oraz nagród za osiągnięcia w dziedzinie krytyki artystycznej
(m.in. Nagrody im. Stanisława Wyspiańskiego).

Jego najnowsza książka "KINOPASSANA" dowodzi, że oglądanie filmów jest ważnym elementem w procesie poznawania siebie, a także pracy nad sobą. 



Blog

Moja recenzja: WITAJ W KLUBIE

Moja recenzja: WITAJ W KLUBIE

Ocena: 3.5
czwartek, 27 lutego 2014, 21:55

“Witaj w klubie” ma wibrację przypominającą “Requiem dla snu”. Tym razem nie chodzi jednak tylko o narkotyki, ale także o lekarstwa dla zakażonych retrowirusem HIV. I o walkę o życie; nie tylko z chorobą, lecz także z… lekarzami. I o gender.

Jest rok 1985. Ron Woodroof, elektryk z Teksasu i miłośnik rodeo, lubi ostrą jazdę na koniu i w seksie. Hetero! Lubi też podkręcać się narkotykami. Jest facetem, któremu lepiej nie wchodzić w drogę. Choć z drugiej strony… jest go coraz mniej. Chudnie w oczach, traci równowagę, w uszach słyszy ciągły, niedający się zagłuszyć wysoki dźwięk. To tylko kwestia czasu i przypadku kiedy trafi do szpitala a tam usłyszy diagnozę: jest pan chory na AIDS.

On? Heteroseksualny kowboj w środku Ameryki, a nie w Nowym Jorku czy San Francisco, gdzie - wiadomo - rozpusta, Sodoma i Gomora? No właśnie on! I zostało mu 30 dni życia…

Na taką frazę, usłyszaną od lekarza, można zareagować dwojako: rozpaczą lub buntem. Ron wybiera to drugie. Będzie walczył. Z chorobą - to jasne. Za chwilę przekona się jednak, że również z lekarzami utrudniającymi dostęp do nowoczesnego leczenia, a wreszcie - z całą państwową machiną. Zrozumie, że aby żyć musi łamać prawo i na własną rękę nielegalnie sprowadzać eksperymentalne leki, niedopuszczone do stosowania na amerykańskim rynku. Czy warto sprzeciwiać się wszystkim wokół, choć nie ma się medycznego wykształcenia? Czy to ma sens? Czy jest słuszne?

Oryginalny tytuł filmu brzmi: Dallas Buyers Club i odnosi się do prawdziwej historii walki z AIDS w USA. Takie “kluby kupujących” lekarstwa antyretrowirusowe powstawały w całych Stanach Zjednoczonych. Były prawnym wybiegiem, pozwalającym obejść nieludzkie przepisy. Członkowie tych klubów wnosili miesięczne opłaty członkowskie, dzięki którym mogli potem otrzymywać darmowe lekarstwa. Chodziło o to, by ich nie musieli kupować, bo sprzedawanie niedopuszczonych do obrotu handlowego medykamentów było przestępstwem ściganym z urzędu.

Nielegalne kuracje działały, więc w klubach kupujących przybywało członków. Także Ron Woodroof (autentyczna postać) stał się prawdziwym biznesmenem. Tak skutecznie rozwinął firmę, zajmującą się przemytem leków z Meksyku i Japonii, że potrzebował do pomocy współpracowników. I wtedy stało się coś jeszcze bardziej zaskakującego niż samo zakażenie: ten twardy heteroseksualny teksańczyk, nie raz dający wcześniej do zrozumienia, że jest homofobem, poznał transwestytę - chłopaka pragnącego być kobietą. Czysty gender! I wydarzyło się coś, czego nie opowiem.

Wiem jedno: takiego aktorskiego duetu jak Matthew McConaughey (Ron) i Jared Leto (Rayon) nie widziałem na ekranie od lat. Obaj są nominowani do Oscara i obaj jak najbardziej słusznie. Dwa wychudzone cienie ludzkie, tak bardzo pragnące żyć, że siłą woli ożywiają blade twarze i wiotczejące kończyny. Nade wszystko jednak odrzucają to, co w tej ostatecznej konfrontacji okazało się pozorem.

“Witaj w klubie” ma w sobie coś z “Filadelfii”. Ale ma też coś więcej: wielkość i małość. Humanizm i anarchizm. Brawurę i rozpacz. Pecha i szczęście. Wreszcie życie i śmierć.

Tego filmu nie da się wypędzić z pamięci. Zakorzeni się w niej i będzie się trzymał naszych emocji, jak jego bohaterowie trzymali się życia. Kurczowo ale z fantazją. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Jeśli nie pozbędziemy się spod powiek tych obrazów, może i my przeżyjemy, jak Ron i Rayon, swoje katharsis.

PS

W różnych krajach film ma różne plakaty reklamowe. Wybrałem wersję czeską, bo - moim zdaniem - najlepiej wyraża ducha filmu. I zawiera hasło, które jest jego przesłaniem: O swoje życie musisz walczyć.

Wpisy Tomasza Raczka do jego bloga początkowo prowadzonego na stronie Bloog.pl, potem PortalFilmowy.pl a obecnie tutaj

Punktacja

X
- do niczego
- słaby
★★
- dobry
★★★
- bardzo dobry       
★★★★
- wybitny

Czytaj także

  • W odpowiedzi Robertowi GlińskiemuW odpowiedzi Robertowi Glińskiemu O czytaniu ze zrozumieniem mojej recenzji filmu "Kamienie na szaniec". A może i książki "Kamienie na szaniec"? Może tu właśnie jest pies pogrzebany?! more >
  • Moja recenzja: NEBRASKAMoja recenzja: NEBRASKA "Nebraska" to jeden z tych filmów, które doceniam za jakość, ale nie umiem dostroić się do jego tonacji. Być może dzieje się tak dlatego, że po pierwsze... more >
  • Moja recenzja: KAMIENIE NA SZANIECMoja recenzja: KAMIENIE NA SZANIEC Widziałem ten film na specjalnym, przedpremierowym pokazie. Już po dziesięciu minutach projekcji stało się jasne, że o sukcesie nie może być mowy. Potem było coraz... more >

Sklep


Tomasz Raczek w serwisach społecznościowych

Zamknij